Ksiądz powiedział jedno zdanie, a cała wieś zawrzała. Czy naprawdę wolno mu to mówić z ambony?
„Nie każdy, kto chodzi do kościoła, trafi do nieba – a wielu, którzy siedzą w domu, może być Bogu bliższych niż wy myślicie.”
Wierni byli oburzeni. „Jak on śmie?!”
Słowa duchownego wywołały prawdziwą burzę. W zakrystii ustawiła się kolejka parafian, którzy domagali się wyjaśnień. Część osób, szczególnie starszych, uznała je za „herezję” i „atak na ludzi Kościoła”. Inni z kolei… zaczęli bić brawo.
– To było jak kubeł zimnej wody. Ksiądz powiedział coś, o czym wielu z nas nie chciało słyszeć – mówi pani Maria, emerytowana nauczycielka. – Ale może miał rację? Może to nie wystarczy przyjść, usiąść i modlić się dla świętego spokoju?
Ksiądz tłumaczy: „Kościół to nie teatr!”
Duchowny nie wycofał się ze swoich słów. W kolejną niedzielę, mimo burzy medialnej i oburzenia części wiernych, postanowił temat rozwinąć. Jego słowa były jeszcze odważniejsze:
– Wielu z nas zapomniało, po co tu naprawdę przychodzimy. Jeśli ktoś klęka przed ołtarzem, a później zniesławia sąsiada, to nie jest chrześcijanin. Jeśli ktoś odmawia różaniec, ale nie potrafi pomóc bliźniemu – to dla kogo ten różaniec? Dla Boga czy dla własnego sumienia?
Czy naprawdę wolno to mówić z ambony?
Teologowie są podzieleni. Jedni chwalą księdza za odwagę i autentyczność, inni zarzucają mu zbyt ostrą retorykę. Jednak większość zgodnie przyznaje – kazanie ma być nie tylko pocieszeniem, ale i wezwaniem do rachunku sumienia.
A jak ocenić to zdarzenie? Jedno jest pewne – mieszkańcy tej wsi jeszcze długo będą o nim mówić. A może… właśnie o to chodziło?